8 stycznia 2012

Zamiast wstępu

Postanowiłem pisać bloga, o tak naprawdę brakuje mi w życiu osoby, której mógłbym wszystko opowiedzieć, wyżalić, szukać wsparcia lub odrobiny miłości. Takie pisanie być może pomoże mi podjąc pewne decyzje, przemyśleć obecny styl życia i mam nadzieję wskaże mi drogę.

Jestem trochę nieżyciowy. Mieszkaniec Ciemnogrodu to ja. I nie chodzi mi o miejscowość, bo to nie zabita dechami dziura. Mam na myśli bardziej dom rodzinny i jego twarde tradycje, które chciałbym zmienić. W wielkim mieście czuję się jak kosmita. Za bardzo rzucam się w oczy i wyróżniam z tłumu. Cóż, w domu się nie przelewało, więc ciuchy, jakie mam na sobie po starszym bracie, wrodzona nieśmiałość, jakiś zakodowany strach przed zmianami - to wszystko sprawiło, że przez te lata unikałem życia towarzyskiego. A teraz.. teraz wpadłem. Czuję się taki nikomu niepotrzebny, ze tylko usiąść i płakać. Samotność nieustannie sączy się w moje życie, które ma gorzki smak. Taki, że już więcej nie chcę tego. Myślałem, nie raz się porywałem, zeby to wszystko zmienić. Tylko że tym się wszytsko kończyło - planami, kartką postanowień noworocznych (która leży gdzieś pod sofą) i ogólnym stanem frustracji. Już nie wierzę, że coś mogę zmienić. Bo jak? Iść gdzieś z wyciągniętą ręką "część, jestem Andrzej, mog,e się dosiąć?" ??? Żałosne...

Zaczynam pisać... Obejrzałem włąśnie po raz kolejny "Julie i Julia" i tak pozytywnie na mnie wpłynął ten film, że kliknąłem na pauzę i wpisuję te słowa. Julia Child kochała życie z taką pasją, że nie umiała być smutna dłużej niż 5 minut. I nigdy się nie poddawała. Miała jednak wsparcie w mężu i przyjaciółce. A ja.. ja nie mam nikogo. Postaram się jednak wytrwać przez roku w gronie blogerów i zobaczyć, co się będzie działo. Mimo frustracji, smutku, wątpliwości  i samotności kocham Cię, życie!